Pracownia Psychoterapii Family Pracownia Psychoterapii Family

Kiedy jedzenie staje się językiem emocji – Gestalt o relacjach

To, jak jesz, może więcej mówić o Twoich emocjach niż słowa. W podejściu Gestalt relacja z jedzeniem to często odzwierciedlenie tego, jak jesteśmy w kontakcie ze sobą i z innymi. Ten tekst jest o głodzie – nie tylko fizycznym, ale i emocjonalnym: głodzie bliskości, zauważenia, bezpieczeństwa.

Zatrzymuję się na chwilę i przyglądam temu, jak buduję relacje. Z ludźmi, ze sobą, ze światem. I z jedzeniem. Gestalt zaprasza mnie, by patrzeć całościowo – nie na wycinek mojego życia, ale na to, jak wszystko się ze sobą łączy. Jak jedno przenika drugie.

Budowanie relacji – moja mapa spotkań

Relacje zawsze były dla mnie czymś bardzo ważnym. Ale też – czymś wymagającym. Nie jestem osobą, która łatwo otwiera się na innych. Potrzebuję czasu, przestrzeni, czucia się bezpiecznie. Zdarza się, że długo stoję na progu relacji, zanim zdecyduję się wejść głębiej.

Zaufanie buduję powoli. Czasami wręcz z mozołem. Jest we mnie czujność – być może z dawnych doświadczeń, być może z tego, jak bardzo cenię sobie autentyczność. Ale są też takie momenty, kiedy coś „klika” – i wtedy działam intuicyjnie, wręcz spontanicznie. Jakbym na chwilę zawieszała mechanizmy obronne i po prostu wchodziła w kontakt – bez analizowania, bez planowania.

W ujęciu Gestalt powiedzielibyśmy, że jestem w kontakcie ze swoim „tu i teraz”, kiedy coś rezonuje. Kiedy czuję impuls i pozwalam sobie na niego odpowiedzieć. Nawet jeśli później znowu się wycofam – ten moment autentycznego spotkania zostaje.

Relacja z jedzeniem – historia o bliskości, kontroli i emocjach

Z jedzeniem mam relację bardzo… zmienną. Można by powiedzieć, że różnorodną. Bywają dni, kiedy jem intuicyjnie – wybieram to, na co mam ochotę, smakuję, doświadczam. W takich chwilach jedzenie jest dla mnie jak spotkanie z czymś przyjemnym, prostym, naturalnym. Nie myślę za dużo. Jestem tu i teraz, z talerzem, z moim apetytem, z przyjemnością.

Ale są też takie dni – i nie jest ich mało – kiedy jem emocjonalnie. Kiedy jedzenie staje się odpowiedzią na napięcie, samotność, zmęczenie, a czasami nawet pustkę. W takich momentach nie jestem głodna fizycznie. Jestem głodna bliskości, zrozumienia, bezpieczeństwa. A jedzenie staje się czymś, co – choćby na chwilę – koi.

Czasami próbuję nad tym zapanować. Myślę: „muszę coś zmienić, przejść na dietę, wziąć się za siebie”. Ale samo rozpoczęcie bywa trudne. Jakby coś we mnie nie chciało słuchać zakazów, planów, rygorów. A jednak… kiedy już się za to zabiorę, to wchodzę całym/całą sobą. Potrafię być bardzo skrupulatna, zaangażowana, zdyscyplinowana. Tylko że wtedy z kolei jedzenie przestaje być przyjemnością, a staje się zadaniem. Projektem do wykonania.

Gestalt i świadomość figury – czego naprawdę chcę?

W terapii Gestalt dużo mówi się o „figurze i tle”. Figura to to, co w danym momencie wysuwa się na pierwszy plan – potrzeba, impuls, emocja. Tło to cała reszta. Kiedy jem emocjonalnie, moja prawdziwa figura może nie być związana z głodem – tylko z potrzebą regulacji emocji. A jedzenie staje się zamiennikiem.

Uczę się więc zadawać sobie pytania:
Co teraz czuję?
Czego naprawdę potrzebuję?
Czy jestem głodna fizycznie, czy raczej emocjonalnie?
Czy to, co jem, jest odpowiedzią na potrzebę kontaktu, bezpieczeństwa, a może… ucieczki?

Nie chodzi o to, by siebie krytykować. Wręcz przeciwnie – Gestalt uczy akceptacji tego, co jest. Nawet jeśli to trudne, nieidealne, chaotyczne. Chodzi o świadomość. O zgodę na bycie w procesie.

Relacja z jedzeniem jako lustro innych relacji

Czasem mam wrażenie, że sposób, w jaki jem, bardzo przypomina sposób, w jaki wchodzę w relacje z ludźmi. Mam w sobie ambiwalencję. Z jednej strony tęsknotę za bliskością i zaufaniem, z drugiej – lęk przed odsłonięciem, przed byciem zranioną.

Z jedzeniem też tak mam. Z jednej strony chcę cieszyć się nim, smakować, być blisko siebie. Z drugiej – zdarza się, że używam go jako muru albo maski. Albo że narzucam sobie kontrolę i dyscyplinę, żeby nie czuć innych rzeczy.

Gestalt nie mówi: „masz się zmienić”. Raczej pyta: Czy możesz być w tym, co się dzieje – świadomie? Czy możesz zauważyć, jak to, co robisz z jedzeniem, mówi o Tobie?

Dialog ze sobą – bez oceny, z ciekawością

Kiedy piszę te słowa, czuję w sobie dużo delikatności. Wiem, że moja relacja z jedzeniem nie jest idealna. Ale czy jakakolwiek relacja jest? Zaczynam rozumieć, że najważniejsze jest to, żeby nie być wobec siebie surową. Żeby nie narzucać sobie etykiet: „jestem słaba, bo się objadam” albo „jestem dobra, bo trzymam dietę”.

Gestalt zaprasza do dialogu ze sobą. Do kontaktu. Do uznania tego, co jest – bez przymusu zmiany, ale z otwartością na to, co może się z tego narodzić.

Zamykanie figury – nie musi być perfekcyjnie

Czasami nie trzeba wszystkiego „rozwiązywać”. Nie muszę znaleźć idealnego sposobu jedzenia, ani gotowej definicji zdrowej relacji. Wystarczy, że jestem w kontakcie. Że się zatrzymuję. Że pytam siebie: czy jestem teraz blisko siebie?

I może to jest najważniejsze. Nie perfekcja. Tylko obecność.