Pracownia Psychoterapii Family Pracownia Psychoterapii Family

CZĘŚĆ I: Czy jest już za późno? Kiedy pary trafiają na terapię.

„Chcemy ratować związek… ale chyba jest już za późno.” To jedno z najczęstszych zdań, jakie słyszy terapeuta par na pierwszej sesji. Pary trafiają do gabinetu wtedy, gdy napięcie, frustracja i milczenie narosły przez miesiące – a czasem lata. Dlaczego tak długo czekamy? Dlaczego proszenie o pomoc w relacji bywa trudniejsze niż przetrwanie w niej bez kontaktu? I co terapeuta Gestalt może zrobić, kiedy związek jest już „na granicy”? W tej pierwszej części artykułu otwieram temat późnego zgłaszania się na terapię par i tego, co najczęściej zastajemy w gabinecie: nie brak miłości, lecz brak spotkania.

Terapia par jako ostatnia deska ratunku?

„Chcemy ratować związek, ale chyba jest już za późno.”

To jedno z najczęstszych zdań, jakie słyszy terapeuta par w pierwszym spotkaniu. Partnerzy, którzy zgłaszają się po pomoc, często przychodzą z bagażem lat zaniedbań, nierozwiązanych konfliktów, pretensji i milczenia. Czasami jedna ze stron już mentalnie wyszła z relacji, a terapia staje się formą „ostatniej próby” – czasem dla spokoju sumienia, czasem z nadzieją, że może jeszcze coś da się uratować.

Z perspektywy terapeuty pracującego w podejściu Gestalt sytuacja ta jest niezwykle złożona. Gestalt kładzie nacisk na świadomość, kontakt i odpowiedzialność za siebie w relacji – co staje się trudniejsze, im dłużej trwa impas, a napięcie emocjonalne osiąga poziom, który paraliżuje dialog.

W tym artykule chcę opowiedzieć o tym, kiedy pary trafiają na terapię, dlaczego często jest to zbyt późno, oraz co można z tym zrobić – jeśli nie naprawić, to przynajmniej zrozumieć i świadomie zamknąć pewne drzwi. Przede wszystkim jednak, pokażę, jak i dlaczego warto reagować wcześniej.

„My nie potrzebujemy terapii” – czyli społeczna niechęć do proszenia o pomoc

Choć coraz częściej mówi się o zdrowiu psychicznym i roli terapii, to temat terapii par nadal obarczony jest dużym ładunkiem wstydu. Wiele osób uważa, że przyznanie się do potrzeby pomocy oznacza porażkę. W naszej kulturze istnieje silny mit romantyczny, że „dobra relacja powinna się sama układać”. Gdy tak się nie dzieje – pojawia się lęk, że coś jest z nami nie tak. Że jesteśmy „niedopasowani”, „niedojrzali”, albo że związek po prostu się wypalił.

W efekcie pary często nie szukają pomocy, dopóki nie wydarzy się coś, czego już nie da się zamieść pod dywan: zdrada, separacja, rozważania o rozwodzie, odejście jednego z partnerów. Terapia staje się wtedy próbą interwencji kryzysowej – ratowaniem tonącego statku.

Z badań (m.in. The Gottman Institute i innych ośrodków terapeutycznych) wynika, że pary zgłaszają się na terapię średnio dopiero po sześciu latach od pojawienia się pierwszych poważnych problemów. To bardzo dużo. Przez ten czas utrwalają się destrukcyjne wzorce komunikacyjne, rosną dystans i niechęć, a uczucia – zamiast być wyrażane – zostają zepchnięte w cień lub wyrażane przez atak i wycofanie.

Dlaczego czekamy zbyt długo? Społeczne i emocjonalne blokady przed pójściem na terapię

Choć wydaje się, że decyzja o terapii powinna być czymś naturalnym – w końcu chodzi o poprawę relacji – rzeczywistość wygląda inaczej. Pary często zwlekają z sięgnięciem po pomoc miesiącami, a nawet latami. Zamiast przyjść w momencie, gdy problemy dopiero się pojawiają, pojawiają się dopiero wtedy, gdy sytuacja jest już kryzysowa.

Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest wiele – od społecznych przekonań, przez lęk przed oceną, aż po głęboko zakorzenione przekonania o miłości i relacjach. Poniżej przyglądamy się kilku z nich.

1. „Damy radę sami” – mit samowystarczalności

Jednym z najczęstszych powodów opóźniania terapii jest przekonanie, że skoro się kochamy, to powinniśmy sobie poradzić bez pomocy z zewnątrz. Takie myślenie bywa szczególnie silne wśród osób, które cenią sobie niezależność, samodzielność lub które dorastały w domach, gdzie nie rozmawiało się o emocjach ani nie szukało wsparcia.

Wielu ludzi uważa, że „prawdziwa miłość przetrwa wszystko”, a jeśli nie przetrwa, to znaczy, że jej nie było. W rzeczywistości jednak miłość – podobnie jak każda relacja – wymaga pielęgnacji, czasu i umiejętności. A tych nie dostajemy w „pakiecie” z zakochaniem się.

Z punktu widzenia terapii Gestalt ten mit samowystarczalności może być przeszkodą w rozwoju kontaktu. Gestalt zaprasza do uświadamiania sobie zależności: nie chodzi o bycie „uzależnionym” od drugiej osoby, ale o to, by umieć być w relacji z zachowaniem siebie – a do tego często potrzebna jest pomoc trzeciej strony, która pomoże nazwać to, co niewidoczne.

2. Wstyd i lęk przed oceną

„Nie chcę obcym opowiadać o naszych prywatnych sprawach.”
„Boję się, że terapeuta stanie po stronie partnera.”
„Nie chcę być oceniona/oceniony.”

Tego typu lęki są niezwykle powszechne. Terapia wciąż bywa postrzegana jako „pranie brudów” lub „publiczne przyznanie się do porażki”. Dla wielu osób to zbyt trudne – szczególnie jeśli mają doświadczenia, w których mówienie o emocjach kończyło się krytyką, zawstydzaniem albo brakiem reakcji.

Wstyd, według podejścia Gestalt, to mechanizm chroniący integralność „ja” w sytuacjach, w których nasze potrzeby i emocje nie zostały przyjęte. Jeśli partnerzy przez lata nie mogli bezpiecznie wyrażać siebie, lęk przed terapią będzie naturalną konsekwencją. To dlatego tak ważne jest stworzenie na sesji atmosfery bezpieczeństwa i akceptacji – przestrzeni, w której można wreszcie „zrzucić zbroję”.

3. Obawa przed tym, co wyjdzie na jaw

Część par unika terapii nie dlatego, że jej nie potrzebuje – ale dlatego, że intuicyjnie czują, że rozmowa może doprowadzić do odkrycia czegoś, co zmieni układ sił:

  • ukrytą zdradę,

  • brak chęci kontynuowania relacji,

  • głęboko skrywane rozczarowanie,

  • niezgodność wartości czy potrzeb.

W wielu związkach istnieje niepisana umowa: „nie rozgrzebujmy tego, co działa jako-tako”. Terapia zaburza ten układ – bo zakłada otwartość i gotowość na zmianę. A zmiana, nawet jeśli prowadzi do czegoś lepszego, zawsze oznacza ryzyko.

W podejściu Gestalt akceptujemy, że kontakt z prawdą bywa trudny. Terapeuta nie przymusza do zmian, ale towarzyszy w procesie dochodzenia do autentyczności. A ta – choć może prowadzić przez konflikt – daje szansę na realne spotkanie.

4. „Terapia jest dla tych, co się rozstają” – pułapka ostatniej szansy

Niektóre osoby traktują terapię par jako „ostatnią deskę ratunku” – coś, co robi się dopiero wtedy, gdy wszystkie inne środki zawiodły. W efekcie terapia staje się aktem desperacji, a nie narzędziem rozwoju.

Problem w tym, że im bardziej kryzys się pogłębia, tym większe są emocjonalne zranienia. A co za tym idzie – trudniej odbudować zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, wiarę w możliwość zmiany. Terapeuta, zamiast pracować nad pogłębieniem kontaktu, często musi na początku pełnić rolę mediatora w konflikcie lub deeskalować napięcia, by w ogóle można było zacząć rozmawiać.

W Gestalcie nie dążymy za wszelką cenę do „posklejania” pary. Ale jeśli pojawiają się choćby ślady chęci spotkania się w autentyczności, to warto je wzmacniać i pielęgnować. Czasem to wystarczy, by rozpocząć nowy etap relacji – ale im wcześniej, tym większa na to szansa.

5. Brak wiedzy i dostępu do odpowiednich specjalistów

Nie sposób pominąć czynnika logistycznego: wiele par po prostu nie wie, dokąd się udać, do kogo się zwrócić. Brakuje dostępu do sprawdzonych terapeutów, informacji o tym, czym różni się terapia indywidualna od terapii par, czym różnią się podejścia terapeutyczne, czy jak wygląda proces terapii.

To sprawia, że nawet jeśli para czuje, że „coś jest nie tak”, nie wie, jak zrobić pierwszy krok. Albo próbowała raz – i się zraziła.

Dobra informacja to taka, że dziś wiele par zaczyna szukać pomocy wcześniej niż dekadę temu. Powstają poradnie, programy psychoedukacyjne, webinary i podcasty normalizujące terapię jako formę profilaktyki relacji – nie tylko kryzysu.

6. Strach przed konfrontacją z samym sobą

Terapia par nie polega na tym, że terapeuta „naprawia partnera”. Każdy uczestnik sesji musi być gotowy spojrzeć na siebie: swoje mechanizmy obronne, strategie unikania, własny wpływ na jakość relacji. Dla wielu osób to właśnie ta konfrontacja jest najtrudniejsza.

Gestalt zachęca do brania odpowiedzialności za siebie – nie za „wszystko”, ale za to, co robimy w relacji. Zamiast skupiać się na oskarżeniach i analizie partnera, kierujemy uwagę na to, jak JA jestem w tej relacji. Czy jestem obecna/y? Czy słucham? Czy chcę być naprawdę w kontakcie?

To trudne pytania. Ale to właśnie od nich zaczyna się zmiana.