„Nie zakochałam się w nim dlatego, że był z innego kraju. Ale może właśnie dlatego go nie odrzuciłam.” Miłość międzykulturowa to nie tylko historia o różnorodności. To historia o spotkaniu dwóch światów – i o próbie zbudowania między nimi mostu. Coraz więcej par łączy nie tylko uczucie, ale i różne języki, wartości, rytuały czy sposoby myślenia o związku. W pierwszej części cyklu przyglądam się temu, dlaczego wchodzimy w związki z osobami z innych kultur. Co nas do nich przyciąga? Czy różnice są naprawdę tak duże, jak się wydaje? I czy miłość wystarczy, gdy pojawia się codzienność?
O tym, dlaczego wybieramy partnerów z innych kultur – i co się za tym kryje
„Nie zakochałam się w nim, bo był z innego kraju. Zakochałam się mimo tego, że był z innego kraju. A może właśnie dlatego, że był tak bardzo… inny?”
— fragment rozmowy z klientką w terapii par międzykulturowej
Coraz częściej spotykamy związki, które jeszcze dekadę czy dwie temu uchodziłyby za „nietypowe”: Polka i Tunezyjczyk, Ukrainka i Niemiec, Meksykanin i Włoszka, Hinduska i Norweg. Pary, które łączą nie tylko różne języki, ale też odmienną historię, wartości, wyobrażenia o rodzinie, bliskości i roli partnera.
Miłość staje się dziś zjawiskiem ponadnarodowym – a jednak nie traci swojego lokalnego koloru. Bo miłość nie dzieje się w próżni. Dzieje się między dwojgiem ludzi – a każdy z nich wnosi do niej świat, w którym się wychował.
Dlaczego więc wchodzimy w relacje międzykulturowe? Co nas przyciąga do partnera, który myśli, mówi i kocha „inaczej”? I czy ta różnorodność jest źródłem siły – czy raczej polem minowym, po którym trzeba bardzo ostrożnie stąpać?
🔹 Kiedy „inność” przyciąga
Choć wielu ludzi zakochuje się „przypadkiem” – spotykają się na uczelni, w pracy, na wakacjach – to jednak zauważalna jest pewna prawidłowość:
osoby z różnych kultur przyciągają się nie tylko fizycznie, ale też emocjonalnie.
Dlaczego?
-
Bo inność fascynuje.
Spotykamy kogoś, kto ma zupełnie inny akcent, spojrzenie na życie, temperament. Czujemy się ciekawi. To, co inne, staje się atrakcyjne – bo nieoczywiste, nowe, świeże. -
Bo w nowej osobie widzimy nową wersję siebie.
Wielu ludzi, którzy wchodzą w relacje międzykulturowe, mówi: „Przy nim mogłam być sobą, inaczej niż z kimkolwiek wcześniej”. Partner z innego świata nie ma wobec nas gotowych oczekiwań kulturowych – i często daje więcej przestrzeni do ekspresji. -
Bo szukamy wyjścia poza własne ograniczenia.
Czasem wychowujemy się w środowisku, które nas tłamsi. Gdy spotykamy kogoś, kto żyje inaczej – czujemy, że to może być droga ucieczki, wolności, nowego początku. -
Bo w globalnym świecie granice fizyczne przestają mieć znaczenie.
Dziś uczymy się, pracujemy i podróżujemy globalnie. Aplikacje randkowe nie pytają o obywatelstwo. Ludzie z różnych kontynentów spotykają się szybciej i częściej – i częściej też się zakochują.
🔹 „Zakochałam się w człowieku, nie w paszporcie”
Większość par międzykulturowych mówi z przekonaniem: „Nie wybrałam go, bo był obcokrajowcem. Po prostu go pokochałam.” I rzeczywiście – często początki takich relacji są bardzo silne emocjonalnie.
Bo wbrew pozorom – to nie tylko „romantyczna egzotyka”. To często doświadczenie bycia widzianym i słyszanym głębiej niż kiedykolwiek wcześniej.
Kiedy nie dzielimy języka i kontekstu kulturowego, musimy uczyć się uważności:
-
Jak interpretujesz moje milczenie?
-
Co dla ciebie znaczy „związek”?
-
Co dla ciebie znaczy „ja” i „my”?
Te pytania pojawiają się wcześniej i częściej niż w relacjach „wewnątrzkulturowych”. A ponieważ są stawiane w klimacie ciekawości, a nie pretensji, prowadzą do większej otwartości.
🔹 Różnorodność jako zasób
W relacjach międzykulturowych różnice kulturowe często działają jak lusterko powiększające:
-
To, co w nas nieprzepracowane – staje się wyraźniejsze.
-
To, co chcemy ukryć – staje się widoczne.
-
To, co uważaliśmy za „normalne” – okazuje się tylko jednym z możliwych wariantów.
Dzięki temu taka relacja może być ogromnym źródłem rozwoju osobistego. Wymusza autorefleksję:
-
Dlaczego reaguję tak mocno?
-
Czy to moje wartości, czy wartości mojej kultury?
-
Czy potrafię przyjąć, że ktoś może żyć inaczej – i nie znaczy to, że gorzej?
🔹 Ale… to dopiero początek historii
To, co przyciąga – z czasem może zacząć dzielić. Fascynacja innością nie wystarczy, gdy trzeba wspólnie zdecydować:
-
gdzie mieszkać,
-
w jakim języku mówić do dzieci,
-
jak spędzać święta,
-
jak wyznaczyć granice wobec rodziny.
To właśnie wtedy, w kolejnych etapach związku, zaczynają się pojawiać pytania egzystencjalne:
„Czy jesteśmy tylko zakochani, czy naprawdę umiemy żyć razem?”
🔹 Gdy różnice zaczynają się odzywać
Zdarza się, że po miesiącach czy latach związku para zaczyna zauważać:
-
coraz więcej nieporozumień językowych,
-
trudność w zrozumieniu wzajemnych reakcji,
-
napięcia wokół spraw „niby błahych”, jak jedzenie, gościnność, czas, prywatność,
-
konflikty o wychowanie dzieci,
-
żal jednej ze stron, która „zostawiła swój świat” i czuje się niedoceniona.
Wtedy często pojawia się pytanie:
„Czy my naprawdę do siebie pasujemy?”
albo
„Czy te różnice da się pogodzić, czy będą z nami zawsze?”
🔹 Zanim powiesz, że „to za trudne”…
Warto pamiętać, że każdy związek wymaga pracy, rozmowy, kompromisów.
W relacjach międzykulturowych różnice są bardziej widoczne – ale niekoniecznie głębsze. Bywa, że polska para różni się bardziej niż Polka i Hiszpan, którzy wypracowali swój sposób komunikacji i wzajemnego szacunku.
Niektóre z tych związków stają się najbardziej uważnymi, świadomymi i twórczymi relacjami, jakie można sobie wyobrazić. Ale nie dzieje się to „samo”. Potrzebne są:
-
rozmowy,
-
ciekawość,
-
granice,
-
akceptacja dla niepewności.