„Terapia nie zawsze ratuje związek. Ale może uratować ludzi w nim.” Nie każda relacja da się utrzymać. Nie każdy związek powinien trwać. Ale to, jak się rozstajemy – albo jak zostajemy – zostaje w nas na długo. W ostatniej części artykułu piszę o tym, co dzieje się, gdy para przychodzi na terapię „za późno”. Czy rzeczywiście już nic nie da się zrobić? A może… da się jeszcze spotkać – choćby po to, by odejść w spokoju? 📌 To nie opowieść o happy endzie. To opowieść o uważnym domykaniu, czułym zamykaniu drzwi i decyzjach podejmowanych w obecności.
Nie każdą relację da się uratować.
Nie każdy związek powinien trwać.
Nie każde „my” ma przed sobą wspólną przyszłość.
To nie znaczy, że terapia się nie udała.
To znaczy, że pojawiła się przestrzeń na świadomą decyzję.
A to – z perspektywy podejścia Gestalt – jest jednym z najważniejszych owoców wspólnej pracy.
🔹 Czasami nie da się wrócić
Bywa, że para trafia na terapię, gdy uczucia wygasły, a wzajemne zranienia są zbyt głębokie. Gdy jedno z partnerów już podjęło decyzję, ale nie miało odwagi jej wypowiedzieć. Gdy jedyną wspólną przestrzenią jest wspólnota dzieci, domu, kredytu.
Wtedy pojawia się pytanie:
„Czy jeszcze jest po co próbować?”
W podejściu Gestalt nie szukamy gotowych odpowiedzi. Raczej stwarzamy warunki, w których te odpowiedzi mogą się ujawnić – poprzez spotkanie, emocję, ruch ciała, pauzę, zdanie wypowiedziane inaczej niż zwykle.
Czasami właśnie w takiej przestrzeni partnerzy po raz pierwszy od lat naprawdę siebie słyszą. I wtedy dzieje się coś paradoksalnego: nawet jeśli zdecydują się zakończyć związek, mogą to zrobić z większym szacunkiem, zrozumieniem, spokojem.
To nie jest porażka terapii.
To jej najbardziej dojrzały efekt.
🔹 Terapia nie zawsze ratuje związek. Ale może uratować ludzi w nim.
Związek może się skończyć.
Ale to, w jaki sposób się kończy, zostaje z nami na długo.
W nas, w naszych ciałach, w kolejnych relacjach, w tym, jak uczymy bliskości nasze dzieci.
Dlatego świadome rozstanie – z pomocą terapeuty – bywa głębokim, uzdrawiającym doświadczeniem. Bez gry o władzę. Bez wyciągania brudów. Bez potrzeby udowadniania, kto bardziej zawinił.
W podejściu Gestalt to moment, w którym każda ze stron może:
-
wyrazić żal i smutek,
-
zobaczyć siebie z nowej perspektywy,
-
powiedzieć: „Nie chcę już być z Tobą, ale chcę odejść w godności”
-
uznać, że to, co było, miało wartość, nawet jeśli nie trwa.
To trudne, ale niezwykle ważne.
Bo to zamyka, a nie zostawia niedomknięte drzwi, przez które jeszcze latami przenika ból.
🔹 Nadzieja nie w tym, że będzie jak dawniej – tylko że będzie prawdziwie
Dla wielu par moment pójścia na terapię to ostateczny krok. Ale nie dlatego, że chcą coś zakończyć – tylko że chcą jeszcze raz spróbować.
Nie próbują „naprawiać” partnera. Nie próbują wracać do tego, co było. Raczej chcą sprawdzić, czy jeszcze można się spotkać – bez masek, bez narracji, bez lęku.
I bardzo często się okazuje, że… można.
Nie tak jak dawniej. Nie idealnie.
Ale bardziej prawdziwie. Mniej mechanicznie. Z większą uważnością.
I może właśnie to jest największa wartość pracy w podejściu Gestalt:
Nie obietnica „szczęśliwego zakończenia”.
Tylko przestrzeń, w której ludzie znów stają się sobą – obok siebie, a nie przeciwko sobie.
🔸 Podsumowanie całego cyklu
Terapia par to nie jest miejsce, gdzie związek się naprawia jak zepsuty przedmiot.
To proces budzenia świadomości – siebie, drugiej osoby i tego, co tworzymy między sobą.
W podejściu Gestalt:
-
pracujemy „tu i teraz”, nie w teorii,
-
szukamy kontaktu, nie racji,
-
patrzymy na relację jak na żywy organizm, nie system do zarządzania,
-
przyjmujemy, że rozstanie to czasem najbardziej uczciwa forma troski.
Nie chodzi więc o to, by zawsze zostać razem.
Chodzi o to, by być razem – lub odejść – z intencją, z obecnością, z godnością.
🔹 I ostatnia refleksja…
Nie pytaj:
„Czy jeszcze jest sens iść na terapię?”
Zapytaj:
„Czy jeszcze chcemy się naprawdę spotkać?”
Bo w spotkaniu – prawdziwym, obecnym, czułym – może wydarzyć się więcej niż w tysiącu rozmów.
Nawet jeśli kończy się milczeniem. Czasem właśnie wtedy coś się zaczyna.